Rozterki rodziców

Nie wiem co właziło w niego. Mogłabym ukręcić mu szyję. Mogłabym udusić go. Chwilami chce mi się po prostu krzyczeć. Czasami chciałabym zwyczajnie uciec na koniec świata. Ile razy ci mówiłam? Czy ty się nigdy nie nauczysz? Co się z tobą dzieje? Czy nie słyszysz, co mówię? Mam cię absolutnie dosyć. Kiedy narodzi się twoje pierwsze dziecko i kiedy wyciąga ono rączki, by przytulić je, masz w sobie tyle uczucia, że nie uwierzyłabyś nigdy, gdyby ktoś stwierdził, że twoja miłość do dziecka nie będzie trwać wiecznie, że nie zawsze będzie ono dla ciebie źródłem radości. Pewnie już po kilku pierwszych dniach czy tygodniach znudzi ci się jego nieustanny płacz i ko­nieczność ciągłego doglądania. Stwierdzisz nagle, że dziecko zajmuje cały twój czas, że nie jesteś w stanie dać sobie rady z pozostałymi obowiązkami — robieniem zakupów, sprzątaniem, piraniem, gotowaniem. Może dojść i do tego, że będziesz wybuchać z powodu byle trudności czy nawet w ogóle bez powodu. Dziecko jest takie kłopotliwe przy karmieniu. Nie możesz przy­zwoicie wyspać się, ponieważ ono budzi się kilka razy w nocy. Nigdy nie przypuszczałabyś, że można być tak zmęczoną, jak jesteś teraz. Mleko kipi, obiad przypala się, sznur do bielizny zrywa się, lodówka psuje. Nie ma w tym nic dziwnego, że chce się krzyczeć i najchętniej uciekłabyś od tego jak najdalej. Na domiar złego dzieci nie są w stanie zrozumieć, jak bardzo jesteś zmęczona. Zdarza się czasem tak, że po przyjściu na świat dziecka matka nie darzy go miłością tak wielką, jak większość matek (zwykle wtedy, gdy od początku nie chciała go, czy też ciąża była szczególnie uciążliwa). Wszyscy dookoła zachwycają się dzieckiem, matka więc czuje, że w tej atmosferze nie może przyznać się do odmiennego odbioru własnego dziecka. Wielekroć nawet boi się dotykać dziecka, aby nie zrobić mu krzywdy. Jeżeli taka sytuacja zdarzy się, jeżeli tak to czujesz — koniecznie powiedz o tym swoim bliskim — mężowi, pielęgniarce czy doglądającemu cię lekarzowi. Zrób to koniecznie, ponieważ potrzebujesz pomocy. Najczęściej takie negatywne uczucia do dziecka są krótkotrwale i z czasem zastąpi je prawdziwa miłość, niemniej bywa i tak, że kobieta stwierdza, że nie jest w stanie kochać swego dziecka. Trzymanie tego faktu w tajemnicy przez matkę jest szkodliwe tak dla dziecka, jak i dla niej samej. Sytuacja tego typu zdarza się także wtedy, gdy dziecko zostało szybko odebrane matce z rozmaitych przyczyn, jak na przykład z powodu konieczności umieszczenia go na oddziale intensywnej terapii ze względu na wcześniactwo czy wystąpienie jakichś objawów chorobowych. W tych warunkach normalny proces formowania więzi między matką i dzieckiem ulega poważnemu zaburzeniu. Koniecznie powiedz innym o swoich tego typu doznaniach, jeżeli one cię trapią, poproś także o pomoc. Większość lekarzy jest świadoma tego typu doznań. Czasami nawet odciążenie cię na kilka godzin może diametralnie odmienić twoje uczucia. Niejednokrotnie wystarcza po prostu „wyrzucenie z siebie” takich myśli przed kimś wyrozumiałym. Jeżeli znajdziesz^ się w sy­tuacji skrajnej, a rodzina nie jest w stanie pomóc ci, może lepiej by­łoby nawet pozostawić dziecko w szpitalu na np. 48 godzin, aby pozwolić sytuacji ustabilizować się i zaplanować odpowiednie z niej wyjście. Będzie z pewnością znacznie lepiej przedyskutować te problemy, zanim znajdziesz się u „granic piekła”, desperacji i zmęczenia. Tego rodzaju uczucia wcale nie oznaczają, że masz skłonności psycho­tyczne lub jakieś psychiczne zaburzenia. Jeżeli wyeliminowałaś wszystkie znane ci przyczyny płaczu dziecka, a mimo to jego płacz nasila się, co powoduje, że stajesz się skrajnie zmęczona i napięta — koniecznie skontaktuj się z le­karzem. Prawdopodobnie po prostu potrzebujesz odpoczynku od dziecka. Problemy tego typu mogą wystąpić nie tylko w trakcie pierwszych tygodni po porodzie. Uczucie, że nie wytrzymasz tego dłużej, może występować i później, ponieważ zarówno niemowlę, jak i małe dziecko mogą nadal być wyczer­pujące i dokuczliwe. Kiedy masz możliwość wyjścia z domu jakiegoś wieczoru, dziecko jakby to wiedziało i zachowuje się jeszcze gorzej niż normalnie. Nie chce oczywiście absolutnie zasnąć. Właśnie wtedy, gdy chcesz z nim wyjść na zakupy, okazuje się, że ma brudną pieluszkę, zwymiotował na swoje czyste ubranko lub twoją nową sukienkę. Około 9 miesiąca dziecko zaczyna raczkować — i trzeba je stale pilnować. Podoba mu się szczególnie wiaderko z węglem, wysypie wszystkie papiery z kosza. Następnie drze je na drobne kawałki i rozrzuca po całym pokoju. Szarpie obrus na stole, ciągnie przewód od lampy, wyciąga wszystkie książki z biblioteczki. Jeżeli wsadzisz je do kojca, przesuwa się wraz z nim po pokoju, a wreszcie wyczołguje się z niego. Po ukończeniu pierwszego roku staje się jeszcze bardziej ruchliwy. Zdejmuje buty i skarpetki co kilka minut; ilekroć zdążysz je założyć mu, za chwilę już ich nie ma. Stale krzyczy — doprowadzając cię do szału. Małe dziecko sprawia wrażenie, że zawsze krzyczy. Kocha zabawki, którymi można robić hałas, takie jak bębenek czy inne „instrumenty muzyczne”. Kiedy je, robi wokół siebie straszliwy bałagan, często zupełnie rozmyślnie. Radość sprawia mu opróżnienie miseczki z budyniem na podłogę lub ścianę. Odmawia oczywiście zjedzenia obiadu, którego przygotowanie było szczególnie kłopotliwe dla matki. Po długim siedzeniu na nocniku, bezskutecznym zresztą, natychmiast moczy się w majtki, na lub pod dywan. Nic mu się nie podoba. Zawsze ma odmienne zdanie. Kiedy matka zabiera je do znajomych, chcąc pokazać, jakie ma grzeczne dziecko, ono zachowuje się najgorzej jak tylko potrafi, trzyma się kurczowo matki, krzyczy i gryzie inne dzieci. Gdy siostra za­prasza przyjaciela do domu, daje istny popis niegrzecznego i nieprzyjemnego zachowania. Wiecznie coś mówi, zadaje matce setki pytań, a jeśli stwierdzi, że na któreś nie uzyskuje odpowiedzi, powtarza je do znudzenia. Jeżeli ma jakiekolwiek trudności w osiągnięciu tego, czego chce, natychmiast ma napady złego humoru, kopie, krzyczy tak długo, aż jego życzenia zostaną zaspokojone. Matka w końcu musi je zaspokoić, ponieważ inaczej długi rozdzierający płacz może spowodować skargi sąsiadów, którzy pomyślą, że jest dla dziecka okrutna. Wiecznie przy każdej sposobności poszturchuje siostrę i matka musi bez przerwy interweniować w tej sprawie. Stale przeziębią się, ciągle „leci” mu z nosa, nie daje się przekonać, że trzeba go po prostu wydmuchać, tylko nim stale pociąga,. co nawet jego samego denerwuje. Buzia wydaje się być zawsze brudna. Na ścianach zostają brudne ślady jego rąk. W chłodniejsze dni otwiera drzwi co kilka minut, wchodzi i wychodzi z domu, zostawiając oczywiście otwarte drzwi. Dziewczynka ciągle gubi swą zapinkę do włosów. Dziecko może mieć dot­kliwy tik, który wyprowadza matkę z równowagi. Karanie nie przynosi naj­mniejszego skutku, czyni je chyba nawet jeszcze gorszym, ponieważ ono nie rozumie, za co jest karane. Brak jakichkolwiek oznak skruchy za złe zachowanie irytuje ją. Matka zdaje sobie sprawę, że kłopoty z dzieckiem po części wynikają z tego, że jest niewyspane. Nie jest jednak w stanie namówić je na drzemkę popołudniową, co w rezultacie powoduje, że do końca dnia dziecko zachowuje się strasznie. Jedną z najprzykrzejszych rzeczy jest dla matki to, że dziecko jest absolutnie nieposłuszne. Robi tylko to, na co ma ochotę. O niczym nie można go przekonać. Wydaje się, że nic nie rozumie i nic do niego nie dociera (czasem matka nawet niepokoi się, czy dziecko nie ma zaburzeń słuchu — pozostaje zupełnie „głuche” na wszystkie prośby). Właśnie wtedy, gdy tylko na chwilkę pozostawi go samego, by wyjąć przypalające się ciasto z piekarnika — dobiega ją huk z pokoju — dziecko potłukło jej ulubiony wazon. Bez względu na to, jak bardzo matka jest zajęta, dziecko wymaga stałego, bezpośredniego nadzoru. Im bardziej się spieszy, tym bardziej dziecko marudzi i marnuje czas. Absolutnie nie ma poczucia czasu. Nie usiedzi w miejscu nawet przez minutę, ciągle jest w ruchu. Na domiar złego, kiedy po całym dniu ciężkiej pracy matka bierze je na ręce i zanosi do wanny, dzwoni listonosz. Gdy zaczyna karmienie piersią, do drzwi puka urzędnik podatkowy. Gdziekolwiek się nie ruszy, zawsze potyka się o zabawki dziecka. Zdaje sobie sprawę z tego, że znosiłaby to wszystko łatwiej, gdyby mogła wieczorem mieć choć trochę czasu dla siebie. Niestety, nie ma nikogo, kto mógłby ją wyręczyć, a nawet jeśli znalazłby się ktoś taki, i tak nie może go pozostawić ze względu na nieznośne wie­czorne nawyki dziecka. Ogaden Nash rozumiał ten rodzaj problemów, gdy pisał: „Och, słodka była jego drzemka w mym łonie teraz, obawiam się, że myślę o dzieciobójstwie. Kpię sobie z płodu Lohengrina. Rozepnę wszystkie jego agrafki. Nasypię pieprzu do pudru i soli na butelkę. Dam mu książeczkę z tłumaczeniem Arystotelesa. Przyniosę mu piasek do szpinaku oraz ostry sos na jego ząbkujące dziąsła. Dam mu bardzo eleganckiego aligatora by bawił się z nim w wózku. W Stanach Zjednoczonych istnieje specjalny zespół psychologów, którzy, jak sami to określają, „oddziecinniają” kłopotliwe dzieci. Polega to na bardzo wnikliwym badaniu ich postępków i wykroczeń oraz określaniu odpowiedniej za nie kary. W życiu dziecka istnieją dni złe i mokre. W te dni wszystko układa się nie tak, jak powinno. Mleko kipi, ponieważ matka zajmuje się mokrymi spodenkami dziecka. Ono jest wtedy szczególnie nieznośne, noworodek zaś dzień taki obiera sobie za dzień wycia bez powodu. Wydaje się, że nic nie jest w stanie zająć uwagi dziecka na dłużej niż 5 minut. Matka nie jest w stanie wykonać wszystkich swoich obowiązków, ponieważ dziecko przy­chodzi co kilka chwil i mówi: „Mamusiu, nie wiem, co mam robić”. Ona po prostu nie wie, co w nie „wlazło”. Na dodatek mąż wraca z pracy w złym humorze, ponieważ coś mu tam nie wyszło. Kiedy dziecko za­chowuje się dobrze, jest wtedy „bardzo, ale to bardzo dobre”, jeśli na­tomiast postępuje niewłaściwie, jest „straszne”. Wiele matek wcale nie chce, by ich dzieci dorastały. A gdy tak się mimo wszystko dzieje, rodzą następne! Należy zawsze pamiętać, że w za­chowaniu dziecka są rzeczy dokuczliwe i jest to integralna część jego rozwoju. Jeśli pamięta o tym, nie będzie tak bardzo zdumiewał fakt (jak to często się zdarza), że z rzeczywiście trudnego, krnąbrnego i źle wychowa­nego dziecka wyrasta niespodziewanie całkiem czarujący dorosły człowiek.

Both comments and pings are currently closed.