Miłość

Ilekroć staramy się taktownie przekonać matkę, że jej „trudne” dziecko potrzebuje miłości bardziej niż czegokolwiek na świecie, nieodmiennie słyszymy w odpowiedzi: „Ależ my je kochamy! Przecież dostaje wszystko, co tylko można kupić!” Miłość oznacza jednak co innego. Niewiele kupuje się dzieciom w tysiącach niezamożnych rodzin, ale tam doznają one pełni miłości. Miłość to nie kupowanie każdej zabawki i drogich ubranek. Częścią składową wychowania jest uświadomienie dziecku, że nie zawsze może otrzymać to, czego chce. Dziecko powinno nauczyć się akceptować słowo: „nie”. Potrzebuje ono natomiast czegoś, czego nie można kupić matycznej miłości, atmosfery koleżeństwa, współczucia i zrozumienia. Rousseau napisał („Emil”, 1762) Czy wiesz, w jaki sposób najpewniej uczynić swoje dziecko godnym pożałowania? Dawaj mu wszystko, czego zapragnie. Jego zachcianki będą rosły proporcjonalnie do łatwości ich spełniania, a zatem prędzej lub później będziesz zmuszona odmówić jego prośbie i ta nieoczekiwana odmowa zrani je bardziej niż brak przedmiotu jego pragnień. Dziecko, które otrzymuje wszystko, o co poprosi, uważa się za pana świata: otaczających je ludzi traktuje jak swoich niewolników. Jeśli w końcu będziesz musiała czegoś mu odmówić, uzna to za bunt z twojej strony to ono bowiem, według swego mniemania, rozkazuje. Twoje wyjaśnienia przyjmie jako wykręty; dostrzega w nich tylko twoją nieżyczliwość. Poczucie niesprawiedliwości zapuszcza korzenie w jego psychice. Zaczyna nienawidzić ludzi. Twoje dziecko nie powinno otrzymywać wszystkich rzeczy, których zapragnie, ale tylko te, których naprawdę potrzebuje”. Potrzeba miłości jest jedną z najbardziej podstawowych potrzeb życiowych. Jednodniowy noworodek krzyczący w łóżeczku często uspokaja się natychmiast w ramionach matki. Starsze niemowlę domaga się jeszcze bardziej natarczywie przytulenia go i brania na ręce. Szczególnie wymagające staje się dziecko chore, zmęczone lub wylęknione, cierpiące z powodu wyrzynającego się zęba. Niemowlę 9-miesięczne i starsze zdradza niepokój i zazdrość na widok matki, która podnosi i przytula inne dziecko. Okres 2 i 3 roku życia cechuje wyjątkowo silna zależność emocjonalna od matki. Przez całe dzieciństwo, a także w późniejszych latach, dziecko potrzebuje miłości bardziej niż czego­kolwiek. Kochający rodzice wyrażają miłość do dziecka przez kontakt fizyczny — podnoszą je z łóżeczka, trzymają na kolanach, ściskają, przytulają lub głaszczą po główce. Wszystkie te drobne, pozornie nic nie znaczące gesty, podtrzymują i zacieśniają więź między nim a rodzicami. Niestety, wiele matek unika okazywania w ten sposób miłości w obawie przed rozpieszczeniem dziecka. Ale czy krzyczące w łóżeczku niemowlę, które matka bierze na ręce i uspokaja, stanie się rozpieszczone? Na pewno rozpieszcza swoje dziecko matka, która nie pozostawia go w spokoju ani przez chwilę, nawet gdy leży spokojnie, nieustannie nosi je na rękach, nie pozwala bawić się samemu, w nocy kilkakrotnie zagląda do dziecka, z niepokojem śledzi jego oddech, liczy godziny snu w ciągu dnia, martwi się, kiedy i ile zjadło, pilnuje jego stolców i nawyków higienicz­nych, innymi słowy — nie dopuszcza, aby w miarę rozwoju dojrzewało i zdobywało samodzielność. Psycholodzy nazywają to miłością „małpią” (przesadną) i odróż­niają ją od matczynej miłości. Matka taka nie wypuści dziecka z domu w niepogodę, ponieważ jest „takie delikatne” i „jeszcze zamoczy nogi”! Brak dyscypliny i nadmierna czulostkowość — oto, co rozpieszcza dziecko. Miłość wyraża się nie tylko przez przytulanie dziecka, które płacze, lecz również przez poświęcenie mu naszego czasu, uwagi i towarzystwa. Niektóre kobiety po urodzeniu dziecka dotkliwie odczuwają ciężar nowych obowiązków i ograniczenia swobody. W obawie przed nimi przekazują opiekę nad dzieckiem przez większą część dnia innej osobie, na przykład pomocy domowej, która czasem beztrosko pozostawia je krzyczące godzinami w wózku, tęskniące do miłości i towarzystwa. Niektóre matki są zajęte praktykami religijnymi i filantropią tak dalece, że nie mają czasu dla własnego dziecka. Matka, która bez wahania powierzyła dziecko opiekunce, stwierdza po pewnym czasie z zaskoczeniem, że jej dziecko kocha bardziej swoją nianię niż matkę. Jest niepożądane, aby matka rozstawała się z małymi dziećmi na dłuższy czas. Rozłąka 2 lub 3-dniowa nie przynosi żadnej szkody, jest nawet matce potrzebna. Nie jest również szkodliwa dla dzieci, które zdobywają w tym czasie samodzielność, pod warunkiem, że ani na chwilę nie tracą pewności, że matka powróci zaraz, tuż, tuż… Matce potrzebne jest nawet krótkie oderwanie od dzieci, aby odczuła jak bardzo jej ich brakuje, jak wielką wartość przedstawiają w jej życiu. Lecz opuścić dzieci na 1 dzień, to zupełnie co innego, niż rozstawać się z nimi na miesiące i lata. Pozbawia się wówczas dzieci nie tylko bliskości matki, ale i wszczepia w serce bolesne uczucie niepewności. W takich wypadkach wszystkie funkcje wychowawcze spadają na barki przypadkowych ludzi w rodzaju pomocy domowych, których osobowość i osobisty przykład często pozostawiają wiele do życzenia. Kobieta o nadmiernie rozwiniętych ambicjach pani domu może mieć trudności ze znalezieniem czasu dla dziecka, zwłaszcza gdy długo na nie oczekiwała i gdy przywykła stale zabiegać o utrzymanie czystości i ładu. Nawet jedno dziecko w pierwszych latach swego życia zabiera niewiarygodnie dużo czasu. Przed matką staje wówczas alternatywa: albo ograniczyć krzątanie w kuchni i w domu, albo zaniedbywać dziecko. Rodzice muszą zrobić wszystko, aby znaleźć czas na okazanie dziecku czułości i na koleżeńskie uczestnictwo w jego zabawach. Nie oznacza to, że dziecko nie może bawić się samo. Oczywiście może i powinno. Każde dziecko oczekuje jednak takiej pory dnia, kiedy rodzice przyłączą się do jego zabawy, poczytają mu bajeczkę lub pobawią się z nim na wolnym powietrzu. Muszą znaleźć czas na organizowanie mu przyjemności — spotkań towarzyskich z różnych okazji, z udziałem jego kolegów, wycieczek (na przykład na dworzec) itp.Prawdziwa miłość rodziców — to jeszcze coś więcej. W tym pojęciu zawiera się współczucie, zrozumienie, tolerancja i cierpliwość. Rodzice, którzy kochają dziecko, akceptują je takim, jakie ono jest, a nie oczekują od niego zbyt wiele. Umacniają w nim nieustannie przeświadczenie, że jest ono dzieckiem chcianym i kochanym. W wychowaniu stosują stanowczą, lecz przepojoną miłością dyscyplinę, nie zaś gniewne zrzędzenie i karanie. Swój stosunek do dziecka wyrażają nie tylko słowami, ale uśmiechem, wyrazem twarzy i tonem głosu. Unikają okazywania zniecierpliwienia i atmosfery pośpiechu, w której łatwo o starcia. Miłość do dziecka nakazuje bezwzględnie odrzucić niemiły ton krytycyzmu i ośmieszania, porównywania go z bratem, siostrą lub kolegą w przypadku, gdy coś mu się nie udało, opowiadania przy nim o jego wadach ojcu, który właśnie przyszedł po pracy do domu, albo, co gorsza, gościom. Trzeba dziecku często powtarzać, że jest kochane. Łatwo to mówić, gdy jego zachowanie sprawia rodzicom przyjemność, ale znacznie trudniej, gdy zachowuje się niegrzecznie, płacze godzinami, kiedy odkrywamy u niego upór i negatywizm. Dziecko musi być zawsze pewne miłości swych rodziców. Ojciec, który powróciwszy do domu krzyczy na dziecko i odpycha je od siebie, bo sam jest zmęczony lub zdenerwowany, sprawia ogromną przykrość małemu człowiekowi. Zawsze złowrogo brzmi tak pospolite odezwanie: „Jeśli jeszcze raz to zrobisz, mama przestanie cię kochać!”. Matka nie zdaje sobie sprawy, że dziecko przyjmuje te słowa na serio. Dzieci, podobnie jak dorośli, potrzebują miłości w chwilach, kiedy są najmniej sympatyczne. Rozkapryszony dwulatek, który popłakuje po wyrwaniu z drzemki, który psoci w momencie złego nastroju lub zachowuje się krnąbrnie i negatywnie, nie potrzebuje kary i łajania, ale czułości. Trudno dziecku uwierzyć, że jest kochane, jeśli nieustannie spadają na nie kary, nagany i łajania obojga rodziców za najdrobniejsze przewinienia. Niestety, złe zachowanie dziecka wzbudza gniew rodziców. Matka łatwo darzy czułością dziecko odwzajemniające jej czułość, lecz dziecko trudne, zbuntowane, to, które w jej mniemaniu skłania się bardziej ku ojcu, wymaga innej, bardziej wspaniałomyślnej miłości. Często zdarza się, że oczekiwania rodziców w zakresie manier i grzecznego zachowania wykraczają poza możliwości dziecka zakreślone jego wiekiem i zdolnością rozumowania. Bezcelowe wysiłki zmierzające do nauczenia go dobrych manier i wzorowego postępowania prowadzą do wiecznych scysji. U dziecka łatwo wtedy rodzi się przekonanie, że rodzice są przeciwko niemu. Przecież stale mają mu coś do zarzucenia. Każdy dzień w domu staje się pasmem upomnień, męczących obie strony. Nie czułość niszczy osobowość dziecka, lecz brak miłości. Trwała więź między dzieckiem a rodzicami buduje się przez tysięczne dowody serdeczności, tolerancji i wzajemnej wyrozumiałości w ciągu całego życia dziecka. Jeśli dom rodzinny jest ponurym miejscem, w którym panują kłótnie, ubliżanie, dyskryminacja jednych, a faworyzowanie innych, rozpadają się w nim związki rodzinne i dzieci oddalają się w późniejszych latach od rodziców. Przypominają się słowa Oskara Wilde’a: „Dzieci rodzą się przez miłość rodziców. Gdy dorastają, osądzają rodziców. Niekiedy im wybaczają”. Jak przykro brzmią wspomnienia G. K. Chestertona, kiedy pisze, że jedynym bliskim mu człowiekiem w latach dzieciństwa był krawiec przychodzący na przymiarki! Niektórzy rodzice postanawiają, że ich dziecko będzie doskonałością. Kiedy dziecko ujawnia wady (a kto ich nie ma?), rodzice w rozmaity sposób okazują mu niezadowolenie. Dorastające dziecko traci wówczas wiarę we własne siły, czuje się odtrącone. Oddalając się uczuciowo, w swoim rodzinnym domu żyje obok rodziców.

Both comments and pings are currently closed.