Dyscyplina i kary

W ostatnich latach narasta wśród lekarzy przekonanie, że odwrót od surowej dyscypliny ubiegłego stulecia spowodował nadmierną pobłażliwość i zniesienie wszelkich zakazów, co jest, według nich, również szkodliwe dla dzieci. Powinniśmy trzymać się „złotego środka”, ale niełatwa to droga. Każde dziecko musi znać granice swobody. Musi nauczyć się poszanowania cudzej własności i umieć oceniać, co jest dla niego bezpieczne, a co grozi niebez­pieczeństwem. Powinno zachowywać się w odpowiedni sposób w obecności innych osób. Dziecko uczy się równie łatwo dobrych, jak złych manier. Naszym celem powinno być umacnianie dobrych nawyków za pomocą mądrej i opartej na racjonalnych podstawach dyscypliny. Dziecko trzeba nauczyć, że grożą mu pewne konsekwencje, jeśli nie wykona polecenia lub. uczyni coś, czego mu zabroniono. Trzeba nauczyć je posłuszeństwa. Przesadny rygor uważa się obecnie za szkodliwy. Dyscyplina jest zbyt surowa, gdy wymaga od dziecka zbyt wiele — nadmiernej czystości, ślepego posłuszeństwa, dobrych manier przy stole, zanim do tego dojrzeje, lub altruizmu, zanim pojmie znaczenie, tego pojęcia. Nieustanne mentorskie upomi­nanie: „Nie rób tego!”, „Nie rób tamtego!” jest przesadą, unieszczęśliwia dziecko, które przestaje wówczas wierzyć, że cokolwiek potrafi dobrze wykonać. Niektórzy rodzice, zbyt wrażliwi na opinie osób trzecich, usiłują ze swych dzieci uczynić wzór wszelkich cnót, nawet jeśli u małego dziecka tak poprawne zachowanie wyda się co najmniej dziwne. Bądź pewna, że człowiek inteligentny wchodząc do domu pełnego małych dzieci i zastając w nim idealny porządek i czystość — potraktuje to jako rzecz nienormalną i będzie miał rację. Jeśli postawisz wszystko na czystość w domu, możesz unieszczęśliwić swoje dziecko. Powstaną starcia między tobą a dzieckiem, a jedynym rezultatem będzie jeszcze większy nieład i brak stabilizacji wraz ze wszystkim, co one oznaczają. Dziecko musi nauczyć się czystości, ale powinno uczyć się jej stopniowo, przez mądre i taktowne postępowanie oraz przez naśladowanie dobrych wzorów postępowania swych rodziców. Dużo nieporozumień powstaje na skutek przesadnych wysiłków, aby nauczyć dziecko dobrych manier. Wiele posiłków staje się męką dla dziecka z powodu licznych uwag w rodzaju: „Nie mlaskaj”, ,,Nie trzymaj widelca do góry wklęsłą stroną!”, „Połóż razem nóż i widelec!, ,,Nie dostaniesz ciasta, dopóki nie zjesz jeszcze 2 kawałków chleba!”. Trzeba oczywiście tego wszystkiego nauczyć, ale nie wcześniej, zanim dziecko nie dojrzeje do zrozumienia sensu takiego, a nie innego zachowania. W każdym razie uczy się ono więcej przez dobry przykład rodziców niż przez wieczne upomnienia. Nadmierna dyscyplina prowadzi do stłumienia jednej z form niepożądanego zachowania i zastąpienia jej przez jeszcze gorszą. Wiele dzieci traktowanych w ten sposób reaguje napadami złości, nadmiernym negatywizmem, atakami agresji lub buntu. Aby uniknąć kar, posługują się one kłamstwem. Inne manifestują brak pewności siebie, wyrażony w takich postaciach, jak moczenie nocne, jąkanie, masturbacja, kradzież lub kąsanie. Jeszcze inne stają się uległe, zamknięte, zastraszone i bezwolne. Tracą one inicjatywę, zaufanie i poczucie niezależności. Dobrze wiemy, że te dzieci w późniejszych latach szczególnie łatwo ulegają wypadkom. Ich matki nie mogą zrozumieć, dlaczego wolą one bawić się w domach innych ludzi. Każdy wie, co oznacza dziecko „rozpuszczone” — dziecko, które robi, co zechce, nigdy nie karcone przez rodziców, pozbawione dobrych manier, stanowiące postrach dla wszystkich z wyjątkiem własnych rodziców, dziecko, przed którym matki przestrzegają swoje dzieci w obawie przed złym przykładem. Jest ono zawsze nieposłuszne, protestuje, gdy otrzyma najprostsze żądanie. Na nasze polecenia reaguje stanowczą odmową lub udaje, że nie usłyszało, wszczyna dyskusje, a w najlepszym razie, ociągając się i mrucząc pod nosem, spełni żądanie. Niektórzy rodzice są tak zastraszeni i sterroryzowani, że w ogóle rezygnują ze stosowania jakichkolwiek rygorów w stosunku do swych dzieci, które zachowują się wówczas jak chcą, czując się zupełnie bezkarne. Jeżdżą na przykład na rowerze po pokojach, balansują na parapetach, wchodzą na stoły. Jedno z nas przypomina sobie pewne mieszkanie zamienione w obskurną norę przez dzieci, którym zezwolono na szaleńcze gonitwy, rysowanie na ścianach, niszczenie mebli i wchodzenie na krzesła. W obawie przed małymi wandalami usunięto z tego mieszkania wszystkie dywany, a łóżek w ogóle nie ścielono. Rodzice, którzy tolerują bałagan w pokoju dziecka i nie uczą go zamiłowania do porządku i dbałości o estetyczny wygląd mieszkania, popełniają fatalny błąd. Ktoś napisał: „Nie chcę krytykować mego dziecka Ani nie odtrącam go nigdy W przeciwnym razie bowiem grozi mu kiedyś wrzód żołądka” Dzieci wychowywane bez dyscypliny stają się samolubne, zachłanne, nie umieją współpracować, tracą pewność siebie. To one są szczególnie skłonne do napadów złości, traktując to jako niezawodną metodę realizacji swych żądań. Zmuszone czasami do wykonania polecenia rodziców, spełniają je w nastroju ponurej uległości. Wymagają nieustannej uwagi. Nie cieszą się sympatią w środowisku szkolnym. Podobnie jak dzieci wychowywane w nad­miernym rygorze, również i one ulegają łatwo wypadkom. Jak zatem znaleźć złoty środek? W jaki sposób nauczyć swe dziecko dyscypliny? Najlepszym sposobem wpojenia dyscypliny, dobrych manier i do­brego zachowania jest dobry przykład, miłość, sympatia i zrozumienie ze strony rodziców. Ideałem jest. gdy nasze dziecko zachowuje się dobrze, ponieważ samo tego pragnie, ponieważ chce zasłużyć na aprobatę rodziców, których kocha, pragnie uczynić tak, jak sobie tego życzą. Dziecko, które kocha i respektuje rodziców, które uświadamia sobie, że rodzice wiedzą, dlaczego ma uczynić tak, a nie inaczej, i mają ku temu racjonalne przesłanki, nie będzie stawiać oporu. Jeśli rodzice odnoszą się do dziecka grzecznie i dają mu dobry przykład, nauczy się znacznie łatwiej grzeczności i dobrych manier niż przez upominanie i karcenie. Uczy się ich szybciej, gdy. otrzymuje pochwały za dobre zachowanie, niż wtedy, gdy wyłącznie karcimy je za złe zachowanie. Zbyt często poprawne zachowanie jest zaledwie akceptowane i przemilczane, podczas gdy niewłaściwe spotyka się z długim i dobitnym komentarzem. Łagodne i uległe dziecko może nie sprawiać kłopotów nawet w okresie negatywizmu, między osiemnastym miesiącem a końcem trzeciego roku życia, podczas gdy nawet doświadczony wychowawca napotyka trudności w kontaktach z dzieckiem o stanowczym i porywczym charakterze. Przedwczesne wpajanie dyscypliny zanim dziecko potrafi pojąć motywy naszych wymagań jest z góry skazane na niepowodzenie. Próby tego rodzaju prowadzą jedynie do nieustannych nieporozumień i wzrastającego poczucia niepewności u dziecka. Nie sposób określić ścisłej granicy wieku, powyżej której możemy wprowadzać dyscyplinę, zależy ona bowiem od inteligencji dziecka. Roczne dziecko zaczyna pojmować znaczenie słowa ,,nie”, ale daremna byłaby próba uczenia go czegokolwiek za pomocą karności. Dziecko 3-letnie można już nauczyć wiele. Gdzieś pośrodku znajduje się granica, określająca, kiedy można już podjąć poważne próby wdrażania dyscypliny, zachowania zgodnego z przyjętymi obyczajami i poprawnych manier. Przed ukończeniem 2 roku życia będzie to mało owocny trud. Dziecko w 2 roku życia uczy się przede wszystkim metodą prób i błędów. Jeżeli nie rozumie naszych żądań, wszelkie nakazy i zakazy wywołują jedynie nieporozumienia. Istotnym warunkiem nauczania dyscypliny jest stanowczość. Lepiej zrezygnować ze stworzenia jakiejś reguły, jeśli nie jesteśmy pewni, że’będzie ona przestrzegana. Zasady powinny być nieliczne, ale obowiązywać zawsze. Ich przesłanki muszą być dla dziecka tak jasne, jak na przykład absolutnie zrozumiała zasada bezpieczeństwa. Pamiętajmy jednak, aby nie przeciągać struny w kwestiach błahych. Dziecko powinno wiedzieć, bez względu na swój wiek, że nie wolno ranić innych ludzi lub niszczyć cudzej własności. Dziecko chętnie zaakceptuje kilka mało dokuczliwych reguł lub ograniczeń, jeśli natomiast zasypujemy je morzem zakazów, aby nie czyniło tego, tamtego lub owego, gdy pouczamy bez przerwy, aby było ostrożne, gotowe jest wtedy zlekceważyć wszelkie zasady. Absolutnego posłuchu wymagamy w przypadku zasad, które mają na celu bezpieczeństwo dziecka, na przykład: nie wolno zbliżać się do prądu, nie wolno bawić się zapałkami, nie wolno grać w piłkę w pobliżu autostrady itp. Następnym warunkiem, który rodzice muszą spełnić, jest konsekwencja. Żadne dziecko nie nauczy się właściwego postępowania, jeśli jednego dnia pozwalamy mu na coś, a następnego — surowo mu tego zabraniamy, lub gdy jedno z rodziców akceptuje to, co drugie gani. Ogden Nash napisał: „Niezgodnych rodziców w szachu trzyma miast być posłuszną mądra dziecina. Gdy mama krzyczy „Nie wolno!” — do brzdąca „Ja ci pozwalam!” — Tata się wtrąca. Obojga słuchasz ze spokojem A sam bezstronnie robisz swoje. Sprzecznym nakazom me ulegaj Lecz w dyscyplinie mądrej Dobroć rodziców dostrzegaj”. Dziadkowie są skłonni przyzwalać na zachowanie, któremu matka stara się przeciwdziałać. W takich razach ojciec powinien poprzeć stanowisko matki i powstrzymać interwencję dziadków. Wszyscy znamy dzieci o przerażających manierach, ciągle upominane w obecności gości za złe zachowanie, a nawet odsyłane od stołu z oczami pełnymi łez. Z pewnością dzieci te nie odchodziłyby od stołu i nie biegały dookoła niego w czasie posiłku, gdyby rodzice nie akceptowali na co dzień takiego zachowania. Niektórzy rodzice w swym postępowaniu balansują między nadmierną dyscy­pliną a nadmierną pobłażliwością. Kiedy dziecko zareaguje napadem złości na zbyt surowy rygor, pozwalają mu dosłownie na wszystko. Nie ma nic bardziej szkodliwego niż niekonsekwencja tego rodzaju. Choć niekonsekwencja jest błędem, absolutny rygor jest również niewłaściwy. Sporadyczne pozwolenie na „tylko jeden raz” jest zupełnie usprawiedliwione, lecz zbyt częste ustępstwa sprzyjają powstaniu złych przyzwyczajeń. Możemy dziecku zezwolić na dłuższą zabawę w dniu urodzili, jeśli jednak często będziemy ulegać jego prośbom, coraz trudniej przyjdzie nam skłonić dziecko do pójścia spać o odpowiedniej porze. Uogólniając: Absolutna konsekwencja w przestrzeganiu zasad jest niewskazana. Wyjątek stanowią zasady odnoszące się do zapewnienia bezpieczeństwa. Zaciekłe domaganie się pewnego rodzaju postępowania, którego dziecko uparcie odmawia, nie zawsze jest słuszne i skuteczne. Nie należy niszczyć tak pożądanych w przyszłym życiu dziecka cech charakteru, jak siła woli i stanowczość. Próby zmuszenia zdeterminowanego malca, aby przyznał się do jakiegoś wykroczenia, które oczywiście popełnił, nie wydają się rozsądne. Kiedy twoje 3-letnie dziecko zrzuca rozmyślnie zawartość podwieczorkowego talerzyka na podłogę, a później, na polecenie zrobienia porządku, odpowiada zdecydowaną odmową, nie staraj się wymuszać posłuszeństwa za wszelką cenę. Oboje z mężem powinniście się opanować, a ty musisz obmyślić sposób, który nakłoni dziecko do spełnienia polecenia. Wystarczy być może, gdy powiesz: „Pozbieramy zatem razem i zobaczymy, kto pierwszy zrobi porządek”. Dziecko musi nauczyć się jeść deser po obiedzie. Jeśli jednak nasze wysiłki, aby jadło w przyjętej kolejności, napotykają opór, dobrze jest dać spokój i próbować ponownie za miesiąc lub dwa. W końcu nie stanie się nic złego, jeśli zje najpierw deser, a później pieczeń. Nikomu nie stanie się przez to krzywda. Dziecko nauczy się poprawnego zachowania przy stole, gdy troszkę zmądrzeje i nauczy się tego bez łez i walki. Wszystkie oglądane „scenki” są rezultatem nieracjonalnego uporu rodziców w sytuacjach, w których upór jest zbędny, kiedy dziecko nie dorosło do tego, aby rozumieć ich wymagania. Nic nie czyni dziecka bardziej nieszczęśliwym i nie niszczy bardziej wiary we własne siły niż upomnienia, a nawet kary, które uważa ono za niezasłużone. Żadne dziecko (także dorosły) nie jest zdolne myśleć jasno i spokojnie w napadzie złości. Daremne są wówczas wszelkie nakazy posłuszeństwa. Jeśli zaczęliśmy w takich okolicznościach niemądrą walkę „z pozycji siły”, powinniśmy się z największą gracją wycofać. Zabrzmi to może jak przyznanie się do słabości i niekonsekwencji, toteż może to się zdarzyć tylko wyjątkowo. Nonsensem byłoby odgrywanie poważnych „scen” z opornym dzieckiem. W każdej chwili łatwiej je nakłonić do posłuszeństwa niż w momencie, gdy ogarnia je nastrój ślepego uporu, buntu, kiedy klapsem musimy egzekwować ponury posłuch. Bezcelowe są również próby uczenia dyscypliny dziecka, które jest zmęczone. Z góry są one skazane na niepowodzenie.

Both comments and pings are currently closed.