1

2

3

4

5

 

Inne problemy związane z zachowaniem się dziecka w szkole

Dziecko zastraszone. Dzieci często pozwalają innym zastraszyć się lub wykpić, jeżeli nie potrafią stanąć w obronie swojej godności, jeżeli łatwo wpadają w płacz, gdy mają słabe wyniki w sporcie, gdy są zbyt wysokie, jak na swój wiek, a mimo to niedojrzałe. Powodem kpin może być inny akcent, ubiór, otyłość, pochodzenie społeczne, nawyki, niezgrabność, wybuchowość, zmyślanie, działanie na pokaz, próby przewodzenia innym, nadmierna układność, przyjaźń z nauczycielem. Rodzice wielekroć wkraczają w każdą sprawę sporną zamiast pozwolić dzieciom samodzielnie radzić sobie ze swymi kłopotami. Dziecko wyśmiewa­ne lub zastraszone, to często jedyna osoba w klasie, która nie nauczyła się w domu, że aby brać, trzeba też dawać. Jeśli to tylko możliwe, lepiej jest pomóc dziecku w rozwiązywaniu jego kłopotów szkolnych na własną rękę, a dopiero potem zwracać się do wy­chowawcy klasy. Uważamy, że dobrym sposobem rozwijającym poczucie pewności siebie jest posłanie dziecka na zajęcia dżudo, karate lub boksu. Terroryzowanie innych. Jeśli dziecko dręczy rówieśników, najważniejsze jest, by problemu nie atakować wprost stosując karę, lecz by spróbować odkryć przyczynę takiego zachowania. Zwykle leży ona w braku poczucia bezpieczeństwa. Najczęstszym powodem jest terroryzowanie dziecka w szkole lub domu albo jakaś sytuacja w jednym z tych miejsc. Dziecko dręczone w szkole lub mające trudności z nauką skłonne jest po powrocie do domu wyładować zły humor na siostrze lub bracie. Rodzice muszą okazać takiemu dziecku więcej sympatii i znaleźć przyczynę agresji* Surowość jest niewskazana, ponieważ mogłaby zwiększyć poczucie zagrożenia. Drobne kradzieże. Uważamy, że problem ten — podobnie jak dokuczanie innym — jest traktowany z reguły w sposób zbyt uproszczony: stosuje się karę (zwykle zbyt wielką) zamiast dociekać przyczyn tego zjawiska. Szkoła przedstawia kradzież jako ciężkie przewinienie, wymagające rzeczywiście poważ­nego ukarania. Nie odnosi to jednak żadnego skutku. Tak jak w wypadku dręczenia otoczenia i innych zaburzeń zachowania, należy szukać przyczyny, którą z reguły jest brak poczucia bezpieczeństwa. Może ona być spowodowana złym wpływem kolegów, brawurą i chęcią zaimponowania, a także zawiścią wobec kolegów otrzymujących większe kie­szonkowe. Badania nad 500 przypadkami kradzieży w Australii wykazały, że w domu rodzinnym kradnących dzieci często ktoś miał do czynienia z kradzieżą, że ich rodzice poświęcają zbyt mało uwagi zagadnieniom uczci­wości, bywają zbyt surowi w kwestiach religijnych, żyją w separacji lub są cały dzień poza domem z powodu pracy zawodowej. Dzieci te zwykle osiągają słabe wyniki w nauce. Pomoc powinna polegać na okazywaniu dziecku miłości, życzliwości i zrozumienia oraz zapewnieniu poczucia bezpieczeństwa. Na takie działanie dziecko z reguły odpowiada poprawą zachowania.

Obawa przed nauczycielem

Dziecko może bać się któregoś z nauczycieli. Bywa to spowodowane szor­stkim podejściem pedagoga, nadmierną surowością lub częściej — skłonnością do wyśmiewania dzieci i sarkazmu. Często jednak nauczyciel wydaje się być bez skazy, a lęk dziecka jest trudny do wytłumaczenia. Nieraz przyczyną obaw jest głupia plotka, która źle nastawia dziecko, zanim zetknie się ono z nauczycielem. Całą sprawę da się zwykle wyjaśnić przez życzliwą z nim rozmowę.

Lęk przed niepowodzeniem w nauce

Lęk przed niepowodzeniem w nauce jest u dzieci częsty. Jednym z czyn­ników jest naturalna wrażliwość dziecięcej osobowości. Inny ważny powód to wygórowane ambicje rodziców, prowadzące do stawiania dziecku zbyt wysokich wymagań i powodujące w rezultacie jego lęk przed krytyką lub rozczarowaniem ich. Dzieje się źle, jeśli przed wywiadówką dziecko boi się krytyki lub gdy w jej następstwie spotykają je nieprzyjemne komentarze. Jeżeli to nie są pochwały, nie powinny dotrzeć do jego uszu. Zachęta i po­chwała zawsze odniosą lepszy skutek niż zniechęcanie i krytyka. Trudno utrzymać linię postępowania leżącą pomiędzy stawianiem dziecku zbyt małych i zbyt dużych wymagań. W pierwszym wypadku uczy się ono lenistwa, w drugim — rozwija się u niego poczucie niepewności oraz bunt, a osiągnięty efekt jest odwrotny do zamierzonego. Jeśli dziecko jest inte­ligentne, a jego osiągnięcia nie są tak dobre, jak być powinny, może ono potrzebować bodźca do pracy. Niemniej rozważyć trzeba, czy nie wchodzą w grę inne przeszkody. Natomiast jeśli brak mu odpowiedniego poziomu inteligencji, nadmierne wysiłki w celu skłonienia go do koncentracji i cięższej pracy spowodują tylko szkody, dodając do intelektualnej niewydolności do­datkowe obciążenie psychiczne — brak pewności siebie.

Obawa przed pójściem do szkoły

Małe dzieci, zwłaszcza chłopcy, często niepokoją się myślą o pierwszym dniu (lub dniach) w szkole. Nieraz uronią nawet kilka łez z tego powodu. Odwaga opuszcza je tuż przed przekroczeniem szkolnego progu. Wiele można osiągnąć podbudowując odpowiednio dziecko opowiadaniem, jak dużo rzeczy spodoba mu się w szkole, a także opisując, z czym może się tam spotkać. Dobrze, jeśli można wysłać pierwszego dnia do szkoły lękliwe dziecko razem z przyjacielem — pod warunkiem, że jest on choć trochę więcej pewny siebie. Niektóre dzieci potrzebują nieco czasu, by zadomowić się w szkole i po­czątkowo uchylają się od współpracy z nauczycielem. Przyczyną jest najczęściej nieśmiałość. Rodzice nie powinni uważać w związku z tym, że popełnili jakiś błąd w wychowaniu. Mądry nauczyciel wie, że dzieci takich nie należy popychać zbyt mocno do zajęć. Większość z nich w ciągu paru dni nabiera śmiałości, ale niektóre mają z tym problemy jeszcze przez parę tygodni. Boją się one zgłosić do odpowiedzi, rozmawiać z nauczycielem, dopóki on sam nie zwróci się do nich. Postępowanie z takim dzieckiem w domu po­winno polegać na dodawaniu mu odwagi, zapewnieniu poczucia bezpieczeństwa i miłości. Nie wolno natomiast wyśmiewać zachowania bojaźliwego dziecka, ale także pod żadnym pozorem nie wolno pozwolić mu na opuszczanie z tego powodu zajęć. Jeśli starsze dziecko nie chce iść do szkoły, problem staje się o wiele poważniejszy. Badania dowiodły, że w ogromnej większości tych przypadków przyczyna leży nie w kłopotach szkolnych, jak można by sądzić, lecz w do­mowych. Problem pojawia się często po przebytej chorobie, po jakimś spięciu z nauczycielem lub po awanturze w szkole. Dziecko może być nieśmiałe, nagle wybuchnie płaczem, jest wystraszone być może z powodu zbytniej pobłażliwości lub nadopiekuńczości, jakiej doznawało w domu. Zwykle przy­czyną jest raczej niechęć do opuszczenia domu niż strach przed pójściem do szkoły. Dziecko podkreśla wtedy swą antypatię do szkoły, do poszczególnych nauczycieli lub przedmiotów, podczas gdy w rzeczywistości prawdziwym po­wodem odmowy pójścia do szkoły jest niechęć do rozstania z matką. Ona sama może nieświadomie przyczynić się do tego, okazując dziecku, jak bardzo lubi je mieć w domu przy sobie. Sprawy potęgują się w przypadku jedynaka lub najmłodszego dziecka. Jest niewątpliwie dużym stresem dla matki, gdy najmłodsze z jej dzieci zaczyna naukę w szkole, zostawiając ją samą w domu. Dziecko należy jednak wychowywać w przekonaniu, że musi pójść do szkoły, bez względu na to, czy ma ochotę, czy nie. Nie można okazać wahania ani braku przekonania co do tego. Jeśli dziecko naprawdę odmawia pójścia do szkoły, należy natychmiast się tym zająć. Powinno się sprawę skonsultować z le­karzem oraz ze szkołą. Im dłużej dziecko będzie nieobecne w szkole, tym trudniej będzie je nakłonić do powrotu tam. Często mamy do czynienia z nagłym wystąpieniem u dziecka takich objawów, jak bóle brzuoha, głowy, wymioty, wtedy gdy wydaje się ono być gotowe do pójścia do s::koły po przebytej chorobie. Jeśli objawy te występują regular­nie, rozpoznanie jest łatwe. Jeśli natomiast zdarzają się sporadycznie, stawia to rodziców w trudnym położeniu. Z jednej strony nie chcą oni dać dziecku poznać, że może wymigać się od szkoły, udając takie czy inne dolegliwości. Z drugiej zaś boją się, że posyłając je do szkoły naprawdę chore, pogorszą jego stan. Najlepsza rada, jaką można dać w tym przypadku, to zatrzymać dziecko w domu na jeden dzień, obserwując jego wygląd i zachowanie. Warto zmierzyć mu temperaturę i jeśli jest podwyższona — nie ma wątpliwości, że dziecko po­winno zostać w domu. Jeżeli objawy rzekomej choroby zdarzają się regularnie, rodzice powinni porozumieć się z nauczycielem, aby ustalić, czy dziecko nie ma jakichś trudności w nauce, którymi należałoby się zająć. Jawna niechęć do szkoły i zaniedbanie nauki mogą być spowodowane przeniesieniem najlepszego przyjaciela dziecka do innej szkoły.

Niektóre problemy szkolne Małe dziecko w szkole

Większość dzieci przechodzi okres nauki w szkole bez większych problemów. Jest to dla nich szczęśliwy okres. Czekają z utęsknieniem wakacji, ale w końcu z radością wracają do szkoły, aby spotkać się z kolegami, zająć ulubionymi przedmiotami. Są wprawdzie przedmioty, których nie lubią, ale radzą sobie z nimi przy okazji tych lubianych. Inne dzieci nie mają takiego szczęścia w życiu. W szkole pojawiają się rozmaite problemy, niektóre z nich mogą być poważne. Odgrywa tu rolę wiele czynników, takich jak osobowość dziecka, zdrowie fizyczne, charakter szkoły, postawa i metody nauczycieli, a przede wszystkim wychowanie domowe. Im bardziej dziecko w domu jest szczęśliwe i pewne siebie, tym mniej prawdopodobne jest wystąpienie kłopotów w szkole.

Zrozumienie problemów wychowawczych

Tak jak już opisywaliśmy wcześniej, problemy wychowawcze dziecka wyrażają konflikt między rozwojem umysłowości i osobowości dziecka a oczekiwaniami rodziców, nauczycieli i jego przyjaciół. Zmęczenie, głód, zdenerwowanie, nuda, pogoda, możliwe zmiany biochemiczne powodujące depresję, napięcia, konflikty małżeńskie. Wiele innych czynników może oddziaływać na zachowanie rodziców, a w związku z tym na wychowanie dzieci i interakcję między dzieckiem a rodzicami. Rodzice wiedzą, że pewne cechy dziecka, których nie są w stanie kontrolować, udaremniają ich plany w stosunku do niego. Czołową rolę odgrywają tu — apetyt, spanie, tiki, odmawianie nocnika, moczenie, nerwowość, nadmierna aktywność ruchowa, marnowanie czasu, krzyk, jąkanie, zazdrość i ogólna niezdarność. Rodzice niepokoją się, co powiedzą inni (szczególnie krewni i sąsiedzi) na temat wychowania ich dziecka. Na nieszczęście składa się tak, że trudni rodzice mają najczęściej trudne dzieci. Osobowość dziecka jest w tej sytuacji niełatwa z jednej strony z po­wodu dziedziczenia po rodzicach, z drugiej — w związku ze sposobem wy­chowania. O ileż łatwiej byłoby, gdyby trudni rodzice mogli mieć dzieci łagodne i łatwe w prowadzeniu. Byłoby zbawienne pamiętać, że jeżeli krytykuje się innych (tak własne dzieci, jak i cudze), jest się szczególnie wrażliwym na te wady, które się ma samemu. Jeżeli zachowanie dziecka jest rzeczywiście trudne i jesteś na dodatek u kresu wytrzymałości, warto pomyśleć o przyczynach leżących u podstaw konfliktu między dzieckiem a rodzicami, biorąc pod uwagę także własne zdrowie, potrzebę pomocy w domu czy konieczność zrobienia sobie „wakacji od dziecka”. Radzimy w takiej sytuacji notować po prostu przez kilka dni przyczyny najbanalniejszych choćby konfliktów z dzieckiem — zobaczycie sami, że wielekroć racja była po stronie dziecka, a w większości wypadków przyczyna nie była warta konfliktu. Najlepszym środkiem na zażegnanie ich jest miłość. Niestety, rodzice także nie są ideałami i nie można wymagać od nich stałej, silnej miłości do dziecka, szczególnie wtedy, gdy jest ono kłopotliwe, lub gdy są zmęczeni czy przepracowani. Najwłaściwszym rozwiązaniem jest starać się działać tak, aby sprawy miały się jak najlepiej — jeżeli będziecie tak robić, odpowiedź dziecka będzie oczywista. Kiedy twoje dziecko staje się naprawdę trudne i jesteś już u kresu sił, spróbuj pokochać je jeszcze bardziej, okazuj mu więcej miłości. Wtedy właśnie dziecko ceni sobie miłość naj­bardziej. Jest dobrą rzeczą zadać sobie następujące pytanie: Czy naprawdę je kochasz, gdy zachowuje się wyjątkowo źle? Czy kiedykolwiek zraniłaś jego uczucia, opisując innym jego złe zachowanie w jego obecności? Czy kiedykolwiek dałaś mu powód do myślenia, że nie kochasz go zawsze? Czy mogłabyś kochać go bardziej, gdyby on okazał ci tyle miłości, ile okazuje ojcu? Kiedy ostatni raz powiedziałaś mu, że je kochasz? Zdajesz sobie sprawę z tego, że co innego kochać dziecko, a co innego manifestować to? Czy dziecko ma jakikolwiek powód, aby czuć, że je potępiasz? Czy zdarza ci się robić awanturę z powodu rzeczy trywialnych, zupełnie tego niewartych? Czy wielką przesadą byłoby twierdzić, że twoje rozmowy z dzieckiem za­wierają moc krytyki, besztania, upominania, za to czy za tamto oraz groźby ukarania? Czy kiedykolwiek w gniewie powiedziałaś: „Kiedy ty się wreszcie nauczysz? „Cóż na miły Bóg wlazło w ciebie?”, „Czy nie słyszałeś, co powiedziałam?”, „Ile razy mam ci powtarzać?” Czy kiedykolwiek, gdy dziecko zapytało „dlaczego”, odpowiedziałaś: „Bo ja tak kazałam”. A może twoja rozmowa z dzieckiem jest prawie zawsze konstruktywna, nacechowana taktem, miłością, chęcią pomocy i kulturą?

Rozterki rodziców

Nie wiem co właziło w niego. Mogłabym ukręcić mu szyję. Mogłabym udusić go. Chwilami chce mi się po prostu krzyczeć. Czasami chciałabym zwyczajnie uciec na koniec świata. Ile razy ci mówiłam? Czy ty się nigdy nie nauczysz? Co się z tobą dzieje? Czy nie słyszysz, co mówię? Mam cię absolutnie dosyć. Kiedy narodzi się twoje pierwsze dziecko i kiedy wyciąga ono rączki, by przytulić je, masz w sobie tyle uczucia, że nie uwierzyłabyś nigdy, gdyby ktoś stwierdził, że twoja miłość do dziecka nie będzie trwać wiecznie, że nie zawsze będzie ono dla ciebie źródłem radości. Pewnie już po kilku pierwszych dniach czy tygodniach znudzi ci się jego nieustanny płacz i ko­nieczność ciągłego doglądania. Stwierdzisz nagle, że dziecko zajmuje cały twój czas, że nie jesteś w stanie dać sobie rady z pozostałymi obowiązkami — robieniem zakupów, sprzątaniem, piraniem, gotowaniem. Może dojść i do tego, że będziesz wybuchać z powodu byle trudności czy nawet w ogóle bez powodu. Dziecko jest takie kłopotliwe przy karmieniu. Nie możesz przy­zwoicie wyspać się, ponieważ ono budzi się kilka razy w nocy. Nigdy nie przypuszczałabyś, że można być tak zmęczoną, jak jesteś teraz. Mleko kipi, obiad przypala się, sznur do bielizny zrywa się, lodówka psuje. Nie ma w tym nic dziwnego, że chce się krzyczeć i najchętniej uciekłabyś od tego jak najdalej. Na domiar złego dzieci nie są w stanie zrozumieć, jak bardzo jesteś zmęczona. Zdarza się czasem tak, że po przyjściu na świat dziecka matka nie darzy go miłością tak wielką, jak większość matek (zwykle wtedy, gdy od początku nie chciała go, czy też ciąża była szczególnie uciążliwa). Wszyscy dookoła zachwycają się dzieckiem, matka więc czuje, że w tej atmosferze nie może przyznać się do odmiennego odbioru własnego dziecka. Wielekroć nawet boi się dotykać dziecka, aby nie zrobić mu krzywdy. Jeżeli taka sytuacja zdarzy się, jeżeli tak to czujesz — koniecznie powiedz o tym swoim bliskim — mężowi, pielęgniarce czy doglądającemu cię lekarzowi. Zrób to koniecznie, ponieważ potrzebujesz pomocy. Najczęściej takie negatywne uczucia do dziecka są krótkotrwale i z czasem zastąpi je prawdziwa miłość, niemniej bywa i tak, że kobieta stwierdza, że nie jest w stanie kochać swego dziecka. Trzymanie tego faktu w tajemnicy przez matkę jest szkodliwe tak dla dziecka, jak i dla niej samej. Sytuacja tego typu zdarza się także wtedy, gdy dziecko zostało szybko odebrane matce z rozmaitych przyczyn, jak na przykład z powodu konieczności umieszczenia go na oddziale intensywnej terapii ze względu na wcześniactwo czy wystąpienie jakichś objawów chorobowych. W tych warunkach normalny proces formowania więzi między matką i dzieckiem ulega poważnemu zaburzeniu. Koniecznie powiedz innym o swoich tego typu doznaniach, jeżeli one cię trapią, poproś także o pomoc. Większość lekarzy jest świadoma tego typu doznań. Czasami nawet odciążenie cię na kilka godzin może diametralnie odmienić twoje uczucia. Niejednokrotnie wystarcza po prostu „wyrzucenie z siebie” takich myśli przed kimś wyrozumiałym. Jeżeli znajdziesz^ się w sy­tuacji skrajnej, a rodzina nie jest w stanie pomóc ci, może lepiej by­łoby nawet pozostawić dziecko w szpitalu na np. 48 godzin, aby pozwolić sytuacji ustabilizować się i zaplanować odpowiednie z niej wyjście. Będzie z pewnością znacznie lepiej przedyskutować te problemy, zanim znajdziesz się u „granic piekła”, desperacji i zmęczenia. Tego rodzaju uczucia wcale nie oznaczają, że masz skłonności psycho­tyczne lub jakieś psychiczne zaburzenia. Jeżeli wyeliminowałaś wszystkie znane ci przyczyny płaczu dziecka, a mimo to jego płacz nasila się, co powoduje, że stajesz się skrajnie zmęczona i napięta — koniecznie skontaktuj się z le­karzem. Prawdopodobnie po prostu potrzebujesz odpoczynku od dziecka. Problemy tego typu mogą wystąpić nie tylko w trakcie pierwszych tygodni po porodzie. Uczucie, że nie wytrzymasz tego dłużej, może występować i później, ponieważ zarówno niemowlę, jak i małe dziecko mogą nadal być wyczer­pujące i dokuczliwe. Kiedy masz możliwość wyjścia z domu jakiegoś wieczoru, dziecko jakby to wiedziało i zachowuje się jeszcze gorzej niż normalnie. Nie chce oczywiście absolutnie zasnąć. Właśnie wtedy, gdy chcesz z nim wyjść na zakupy, okazuje się, że ma brudną pieluszkę, zwymiotował na swoje czyste ubranko lub twoją nową sukienkę. Około 9 miesiąca dziecko zaczyna raczkować — i trzeba je stale pilnować. Podoba mu się szczególnie wiaderko z węglem, wysypie wszystkie papiery z kosza. Następnie drze je na drobne kawałki i rozrzuca po całym pokoju. Szarpie obrus na stole, ciągnie przewód od lampy, wyciąga wszystkie książki z biblioteczki. Jeżeli wsadzisz je do kojca, przesuwa się wraz z nim po pokoju, a wreszcie wyczołguje się z niego. Po ukończeniu pierwszego roku staje się jeszcze bardziej ruchliwy. Zdejmuje buty i skarpetki co kilka minut; ilekroć zdążysz je założyć mu, za chwilę już ich nie ma. Stale krzyczy — doprowadzając cię do szału. Małe dziecko sprawia wrażenie, że zawsze krzyczy. Kocha zabawki, którymi można robić hałas, takie jak bębenek czy inne „instrumenty muzyczne”. Kiedy je, robi wokół siebie straszliwy bałagan, często zupełnie rozmyślnie. Radość sprawia mu opróżnienie miseczki z budyniem na podłogę lub ścianę. Odmawia oczywiście zjedzenia obiadu, którego przygotowanie było szczególnie kłopotliwe dla matki. Po długim siedzeniu na nocniku, bezskutecznym zresztą, natychmiast moczy się w majtki, na lub pod dywan. Nic mu się nie podoba. Zawsze ma odmienne zdanie. Kiedy matka zabiera je do znajomych, chcąc pokazać, jakie ma grzeczne dziecko, ono zachowuje się najgorzej jak tylko potrafi, trzyma się kurczowo matki, krzyczy i gryzie inne dzieci. Gdy siostra za­prasza przyjaciela do domu, daje istny popis niegrzecznego i nieprzyjemnego zachowania. Wiecznie coś mówi, zadaje matce setki pytań, a jeśli stwierdzi, że na któreś nie uzyskuje odpowiedzi, powtarza je do znudzenia. Jeżeli ma jakiekolwiek trudności w osiągnięciu tego, czego chce, natychmiast ma napady złego humoru, kopie, krzyczy tak długo, aż jego życzenia zostaną zaspokojone. Matka w końcu musi je zaspokoić, ponieważ inaczej długi rozdzierający płacz może spowodować skargi sąsiadów, którzy pomyślą, że jest dla dziecka okrutna. Wiecznie przy każdej sposobności poszturchuje siostrę i matka musi bez przerwy interweniować w tej sprawie. Stale przeziębią się, ciągle „leci” mu z nosa, nie daje się przekonać, że trzeba go po prostu wydmuchać, tylko nim stale pociąga,. co nawet jego samego denerwuje. Buzia wydaje się być zawsze brudna. Na ścianach zostają brudne ślady jego rąk. W chłodniejsze dni otwiera drzwi co kilka minut, wchodzi i wychodzi z domu, zostawiając oczywiście otwarte drzwi. Dziewczynka ciągle gubi swą zapinkę do włosów. Dziecko może mieć dot­kliwy tik, który wyprowadza matkę z równowagi. Karanie nie przynosi naj­mniejszego skutku, czyni je chyba nawet jeszcze gorszym, ponieważ ono nie rozumie, za co jest karane. Brak jakichkolwiek oznak skruchy za złe zachowanie irytuje ją. Matka zdaje sobie sprawę, że kłopoty z dzieckiem po części wynikają z tego, że jest niewyspane. Nie jest jednak w stanie namówić je na drzemkę popołudniową, co w rezultacie powoduje, że do końca dnia dziecko zachowuje się strasznie. Jedną z najprzykrzejszych rzeczy jest dla matki to, że dziecko jest absolutnie nieposłuszne. Robi tylko to, na co ma ochotę. O niczym nie można go przekonać. Wydaje się, że nic nie rozumie i nic do niego nie dociera (czasem matka nawet niepokoi się, czy dziecko nie ma zaburzeń słuchu — pozostaje zupełnie „głuche” na wszystkie prośby). Właśnie wtedy, gdy tylko na chwilkę pozostawi go samego, by wyjąć przypalające się ciasto z piekarnika — dobiega ją huk z pokoju — dziecko potłukło jej ulubiony wazon. Bez względu na to, jak bardzo matka jest zajęta, dziecko wymaga stałego, bezpośredniego nadzoru. Im bardziej się spieszy, tym bardziej dziecko marudzi i marnuje czas. Absolutnie nie ma poczucia czasu. Nie usiedzi w miejscu nawet przez minutę, ciągle jest w ruchu. Na domiar złego, kiedy po całym dniu ciężkiej pracy matka bierze je na ręce i zanosi do wanny, dzwoni listonosz. Gdy zaczyna karmienie piersią, do drzwi puka urzędnik podatkowy. Gdziekolwiek się nie ruszy, zawsze potyka się o zabawki dziecka. Zdaje sobie sprawę z tego, że znosiłaby to wszystko łatwiej, gdyby mogła wieczorem mieć choć trochę czasu dla siebie. Niestety, nie ma nikogo, kto mógłby ją wyręczyć, a nawet jeśli znalazłby się ktoś taki, i tak nie może go pozostawić ze względu na nieznośne wie­czorne nawyki dziecka. Ogaden Nash rozumiał ten rodzaj problemów, gdy pisał: „Och, słodka była jego drzemka w mym łonie teraz, obawiam się, że myślę o dzieciobójstwie. Kpię sobie z płodu Lohengrina. Rozepnę wszystkie jego agrafki. Nasypię pieprzu do pudru i soli na butelkę. Dam mu książeczkę z tłumaczeniem Arystotelesa. Przyniosę mu piasek do szpinaku oraz ostry sos na jego ząbkujące dziąsła. Dam mu bardzo eleganckiego aligatora by bawił się z nim w wózku. W Stanach Zjednoczonych istnieje specjalny zespół psychologów, którzy, jak sami to określają, „oddziecinniają” kłopotliwe dzieci. Polega to na bardzo wnikliwym badaniu ich postępków i wykroczeń oraz określaniu odpowiedniej za nie kary. W życiu dziecka istnieją dni złe i mokre. W te dni wszystko układa się nie tak, jak powinno. Mleko kipi, ponieważ matka zajmuje się mokrymi spodenkami dziecka. Ono jest wtedy szczególnie nieznośne, noworodek zaś dzień taki obiera sobie za dzień wycia bez powodu. Wydaje się, że nic nie jest w stanie zająć uwagi dziecka na dłużej niż 5 minut. Matka nie jest w stanie wykonać wszystkich swoich obowiązków, ponieważ dziecko przy­chodzi co kilka chwil i mówi: „Mamusiu, nie wiem, co mam robić”. Ona po prostu nie wie, co w nie „wlazło”. Na dodatek mąż wraca z pracy w złym humorze, ponieważ coś mu tam nie wyszło. Kiedy dziecko za­chowuje się dobrze, jest wtedy „bardzo, ale to bardzo dobre”, jeśli na­tomiast postępuje niewłaściwie, jest „straszne”. Wiele matek wcale nie chce, by ich dzieci dorastały. A gdy tak się mimo wszystko dzieje, rodzą następne! Należy zawsze pamiętać, że w za­chowaniu dziecka są rzeczy dokuczliwe i jest to integralna część jego rozwoju. Jeśli pamięta o tym, nie będzie tak bardzo zdumiewał fakt (jak to często się zdarza), że z rzeczywiście trudnego, krnąbrnego i źle wychowa­nego dziecka wyrasta niespodziewanie całkiem czarujący dorosły człowiek.

Spożywanie rzeczy niejadalnych

Spożywanie rzeczy niejadalnych może wynikać z chęci zwrócenia na siebie uwagi otoczenia. Dziecko odkrywa, że biorąc do ust kamyki, ślimaki, dżdżow­nice, grudki ziemi czy inne brudne przedmioty wzbudza sensację i przestrach. Jedynym niebezpieczeństwem związanym z tym postępowaniem jest możliwość zatrucia ołowiem, zakażenia się i wystąpienia biegunki lub robaczycy. Poza chęcią zwrócenia uwagi, może to być związane z brakiem poczucia bez­pieczeństwa czy zaniedbywaniem przez rodziców. Może wynikać również z naśla­downictwa. Żadne leczenie farmakologiczne nie skutkuje. Należy traktować sprawę z pełną obojętnością, tak długo oczywiście, jak długo bezpieczeństwo dziecka nie jest zagrożone.

Tiki i nawykowe skurcze mięśni

Większość dzieci wcześniej czy później ujawnia pewnego rodzaju tiki lub kurcze nawykowe. Powszechne tiki to mruganie oczyma, marszczenie nosa i wzru­szanie ramionami. Inne polegają na pociąganiu nosem, chrząkaniu, pokasływaniu itp. Trudno powiedzieć, dlaczego zaczynają się pojawiać. U podłoża najczęściej leży poczucie niepewności i trzeba starać się to ustalić. Zwykle ustępują w czasie snu, a zdenerwowanie i napięcie nasilają je. Szczytowym wiekiem dla wystąpienia kurczów lub tików jest 67 lat. Po roku lub dwóch mogą zaniknąć, ale czasem na ich miejsce pojawiają się nowe. Nie­które mogą przetrwać do wieku dojrzałego. Tiki są zwykle dla rodziców przykre i denerwujące — czasem mówią oni, że nawyk dziecka po prostu „działa im na nerwy”. Taki stosunek rodziców nie rokuje szybkiego zaniknięcia tików, ponieważ im bardziej zdeterminowane są działania mające na celu powstrzymanie ich, a także reprymendy, ośmie­szanie czy karanie — tym pewniejsze jest, że nawyk będzie się utrzymywał. Leczenie jest nieskuteczne. Z całą pewnością jakiekolwiek leki są bezużyteczne. Wszystko, co można w tej sytuacji zrobić, to ignorować tiki, starając się jednak zlikwidować wszelkie możliwe przyczyny braku poczucia bezpieczeństwa.

Dłubanie w nosie

Jest to kłopotliwy nawyk, który może być przyczyną powstawania owrzodzeń błony śluzowej nosa. Pojawia się zazwyczaj powyżej 2—3 roku życia. Po­winno się podjąć próbę delikatnego zwrócenia uwagi dziecku lub zajęcia go czymś innym. Jak ze wszystkimi przyzwyczajeniami bywa, im mniej czynimy wokół niego zamieszania, tym szybciej ustępuje. W każdym razie nie ma nic wspólnego z zarobaczeniem.